Z końcem lipca w Krynicy-Zdroju przestanie funkcjonować oddział ginekologiczno-położniczy w miejscowym szpitalu powiatowym. Decyzję o jego likwidacji podjęło Starostwo Powiatowe w Nowym Sączu, mimo licznych protestów mieszkańców, personelu medycznego i radnych. To oznacza, że kobiety w ciąży z Krynicy i okolic będą musiały rodzić w Nowym Sączu.
Decyzja zapadła. Oddział przestaje istnieć
Mimo spotkań i prób ratowania oddziału przez samorządowców z Krynicy-Zdroju i Muszyny, oddział ginekologiczno-położniczy w Szpitalu im. dr. Józefa Dietla przestanie działać po 31 lipca. Starosta nowosądecki Tadeusz Zaremba jako główną przyczynę wskazuje niską liczbę urodzeń oraz duże straty finansowe, jakie generował oddział – sięgające niemal 5 milionów złotych rocznie.
Zamiast oddziału całodobowego, w Krynicy pozostanie ośmiogodzinna poradnia ginekologiczna oraz karetka, która ma dowozić rodzące kobiety do szpitala w Nowym Sączu. Taki model nie daje jednak żadnej pewności, że poród odbędzie się w odpowiednich warunkach – zwłaszcza w sytuacjach nagłych, kiedy liczy się każda minuta.
Publiczna opieka zdrowotna tylko z nazwy
Likwidacja porodówki w uzdrowiskowym mieście, które przez dekady dysponowało pełną infrastrukturą medyczną, pokazuje, jak dramatycznie pogarsza się dostępność usług zdrowotnych w Polsce lokalnej. Jednocześnie każdy pracujący obywatel musi obowiązkowo odprowadzać 9% swojego dochodu w ramach tzw. składki zdrowotnej – pieniędzy, które w praktyce funkcjonują jak kolejny podatek, nieprzekładający się na dostęp do lekarza czy łóżka szpitalnego.
Kiedy nawet poród – jedno z najbardziej podstawowych i nieprzewidywalnych zdarzeń medycznych – nie może odbyć się w lokalnym szpitalu, trudno mówić o jakiejkolwiek gwarancji bezpieczeństwa. A przecież to właśnie za to państwo pobiera od obywateli miliardy złotych rocznie.
